Na różnych pokazach prasowych widziałem kolejne wersje nowej FIFY - za każdym razem z nowymi usprawnieniami i bajerami. I za każdym razem powtarzałem sobie: ta gra pozamiata. Gdy jednak otrzymałem do testów jej finalną wersję, zdałem sobie sprawę, że jej nie doceniałem. Konsolowa FIFA 10 jest bowiem najlepszą grą piłkarską, w jaką grałem. Ever.
Na początek drobne wyjaśnienie, choć chyba wszyscy zdają sobie z tego sprawę: FIFA 10 na konsolach i na pececie to dwie diametralnie różne gry. Niniejszy tekst dotyczy tylko o niebo lepszej wersji na PS3 i Xbox 360. O odmianie pecetowej przeczytacie już niedługo.
Jeśli na najnowszą i poprzednią piłkę od Electronic Arts średniozaawansowany gracz popatrzyłby bez możliwości zagrania, nie dostrzegłby pewnie wielkich różnic. Owszem, animacje poprawiono, ale bez przesady, nie jest to jakaś bardzo widoczna zmiana jakościowa. Modele postaci są bardziej dopracowane - ale przy telewizyjnym ustawieniu kamery nie rzuca się to przecież w oczy. Prawdziwą różnicę można poczuć dopiero, gdy chwyci się konsolowy pad. Najważniejszą zmianą w stosunku do FIFY 09 jest wprowadzenie dryblingu 360 stopni, Słyszeliście już o nim i widzieliście go na filmikach pewnie ze sto razy, ale uwierzcie: to, co na filmikach wygląda najwyżej ciekawie, w praktyce stanowi trudną do przecenienia zmianę gameplay'u. Teraz już naprawdę tricki w kiwaniu nie będą zbyt często potrzebne, bo drobna zmiana kierunku biegu może okazać się wystarczająca, by wyminąć ostatniego obrońcę przeciwnika. Wrażenie realizmu zdecydowanie rośnie. Tym bardziej, że w jeszcze większym stopniu niż w dziewiątce, ludzie z EA Sports postawili teraz na "walkę kontaktową". Drobniejszy napastnik, który wpadnie na dwa razy cięższego od siebie obrońcę, może po prostu odbić się od niego jak od ściany - próba okiwania go musi być zatem możliwie precyzyjna i dzięki systemowi 360 jest to możliwe.
Fifa 10
W oczy rzuca się także to, że gra jest pod wieloma względami szybsza niż dotychczas. I nie chodzi tylko o to, że zawodnicy błyskawicznie reagują na wydawane im polecenia, czy o to, że podania są wyczuwalnie szybsze. Bardzo podoba mi się także zmniejszenie liczby wstawek filmowych podczas meczu. Co prawda znów podczas zmiany musimy oglądać przez kilka sekund panoramę stadionu, ale przynajmniej, gdy sędzia odgwizduje faul albo pokazuje kartkę, dzieje się to w głównym silniku gry i nie ładuje się żadna dodatkowa animacja. Dochodzi do tego możliwość rozegrania szybkiego rzutu wolnego i - już może się okazać, że taktyczny faul tylko nieznacznie spowalnia zabójczą kontrę. A skoro już o faulach mowa - pierwsze pokazy prasowe trochę mnie zaniepokoiły. David Rutter, producent gry, parokrotnie wspominał, że przewinienia będą rzadziej odgwizdywane, a zawodnicy - rzadziej wyrzucani z boiska. Obawiałem się, że w trybie multi będzie to oznaczało możliwość faulowania napastnika wybiegającego na czystą pozycję - bez ryzyka czerwonej kartki. Tak zresztą wyglądało to podczas londyńskiego pokazu sprzed paru miesięcy. Na szczęście obawy okazały się niepotrzebne, bo sędzia najczęściej zachowuje się nienagannie. Lepiej niż rok temu wygląda też przywilej korzyści - sędzia puszcza akcję, ale przywilej trwa bardzo krótko. Jeśli po paru chwilach straci się piłkę - nie wcześniejszy faul nie zostaje odgwizdany (co poprzednio bardzo mnie irytowało).
Wreszcie - o niebo wiarygodniej zachowują się bramkarze, którzy w FIFIE 09 popełniali czasem tak niemożliwie idiotyczne błędy, że nie wiadomo było, czy śmiać się, czy płakać. Teraz też zdarzają się wpadki, ale znacznie rzadziej i zdecydowanie mniejszego kalibru.
Najpoważniejszym mankamentem związanym z bramkarzami jest lobowanie. Przy odrobinie wprawy naprawdę nie sprawia ono większych trudności, a golkiperzy okazują się wtedy bezradni jak dzieci we mgle. Przypuszczam, że ekipa z EA zdaje sobie sprawę z tego błędu i wkrótce ukaże się stosowna łatka.
W nowej piłce od kanadyjskiego oddziału Electronic Arts zmieniło się jednak dużo więcej niż tylko (tylko?) same mecze. Jedną z najfajniejszych atrakcji jest możliwość stworzenia zawodnika z twarzą gracza. Niestety nie miałem możliwości przetestowania tego mechanizmu, ale wydaje się, że sprawa jest prosta - wrzucamy nasze (choć niekoniecznie nas przedstawiające) zdjęcie na stronę www.easportsfootball.com, a potem za pomocą konsoli ściągamy je do gry. Tak stworzonym zawodnikiem można grać w trybach offline, online a nawet na arenie treningowej.
No właśnie. Arena treningowa. Pamiętacie, jak w FIFIE 09 przed każdym meczem rozgrywaliśmy pojedynki 1:1 z bramkarzem? Teraz ta opcja jest bardzo rozbudowana, możemy poćwiczyć ustawienia rzutów wolnych, a nawet rozegrać mecze treningowe. Choć nie okaże się to koniecznością, bo mecze ładują się naprawdę szybciej.
Ze wszystkich dodatków najbardziej spodobał mi się jednak usprawniony tryb menadżera. Zawsze lubiłem symulatory klubów piłkarskich, jednak nie pamiętam, kiedy miałem ostatnio czas, by na dłużej do nich przysiąść. Tymczasem nowa FIFA proponuje uproszczone, więc mniej czasochłonne, ale bardzo grywalne zapożyczenie tego modelu. Jeśli zdecydujemy się na zabawę w szefa klubu, będziemy decydować o transferach, wyborze sponsorów, ustawieniu drużyny, rozwijaniu konkretnych umiejętności zawodników itd. (możemy przy tym skorzystać z pomocy asystenta). No i rzecz jasna sami rozegramy wszystkie spotkania - o ile nie włączymy symulacji meczu, która wypada dość realistycznie. Tak jak w trybie Be A Pro będziemy musieli sprostać oczekiwaniom fanów i sponsorów - jeśli się uda, nasza reputacja i morale w klubie będą rosnąć. Rozwiązanie w sam raz dla mnie i coś czuję, że to właśnie przy nim spędzę najwięcej czasu.
Nie da się też nie dostrzec edytora stałych fragmentów gry. Możemy przećwiczyć, zapisać, a następnie odtworzyć nawet najbardziej pokomplikowane zagrania - nie muszę chyba dodawać, jaka to radocha, gdy uda się w ten sposób zdobyć gola na meczu?
Zdaję sobie sprawę z tego, że FIFĘ 10 przedstawiam dość jednostronnie. Trudno jednak, żeby było inaczej, skoro to tak bardzo dopracowana gra. Wsiąknąłem w nią od razu. Jeśli miałbym wskazać coś, co w niej - oprócz wspomnianych już lobów - szwankuje, byłyby to kwestie trzeciorzędne. Znowu brakuje na przykład dość sporej części reprezentacji - dla mnie szczególnie bolesny jest brak tych z Europy Środkowej (choć oczywiście biało-czerwoni się załapali). Szkoda. Poza tym w powtórkach w zwolnionym tempie czuje się, że zawodnicy poruszają się nieco mechanicznie... I to w zasadzie wszystko, do czego mogę się przyczepić. Przyjemność z grania jest tak duża, że rzeczywiście przymyka się oko na nieliczne niedoróbki. I jestem przekonany, że nie zepsuje tego nawet duet komentatorski Szpakowski-Szaranowicz (w wersji, którą dostałem do testów emocjonował się anglojęzyczny spiker).
FIFĘ 10 zapowiadano jako usprawnioną, udoskonaloną wersją poprzedniczki. Według mnie kanadyjski oddział EA spisał się na medal. Z zeszłorocznego diamentu powstał lśniący brylant.
Źródło: gamecorner.pl
Strona 1 z 1
FIFA 10 Źródło: gamecorner.pl
Strona 1 z 1

Logowanie
Rejestracja
Pomoc



Cytuj